„Jutro” – największy zabójca

1 komentarz

.post009-2_jutro

„Jutro” – największy zabójca

Słowo „jutro” mogę porównać do góry lodowej, a konkretniej do jej czubka. Niby niewielki, a niejeden nasz osobisty Titanic na nim źle skończył.

Nie myślę „nie rób tego”.
Nie myślę „nie dam rady zacząć”.
Nie myślę „nie chce mi się”.

Takie stwierdzenia są negatywne i nieprzyjemne. A ja chcę się czuć dobrze, chcę być efektywny, chcę sprawnie realizować swoje zadania. Dlatego powyższych stwierdzeń nie ma w moim słowniku. Dlatego ja stawiam sprawę troszkę inaczej:

Często mówię „zrobię to jutro”.
Często mówię ” zacznę jutro”.
Często mówię „będzie mi się chciało, ale jutro”.

Czym różnią się te dwie grupy stwierdzeń? Bardzo się różnią! Pierwsze są negatywne, stwierdzają, że jestem leniem, obibokiem, frajerem, który nic nie potrafi i nic mu się nie chce. Drugie? Aaaa, te są zupełnie inne. Są pozytywne, stwierdzają, że jestem pracowity, produktywny, który wszystko potrafi i wszystko zrobi. Jutro…

A tak na prawdę te dwie grupy stwierdzeń nie różnią się niczym. Bo stwierdzenie, że będzie chciało mi się jutro oznacza, że dzisiaj mi się nie chce.

No ok. A może inaczej. Załóżmy, że jest już jutro. Jak teraz wygląda moja efektywność? A no tak:

Często mówię „zrobię to jutro”.
Często mówię ” zacznę jutro”.
Często mówię „będzie mi się chciało, ale jutro”.

Bo przecież dzisiaj jest dzisiaj, a nie jutro. Jutro będzie dopiero jutro i jutro zacznę.

W miarę pracy nad sobą i patrząc na historię zadań, które udało mi się zrealizować i te, które poległy walkowerem, wypracowałem sobie zasadę: Jak zacząć?

Jak zacząć?

Jeśli chcesz coś zacząć, to zacznij to dzisiaj – NIE jutro.
Jutro znowu będzie jutro, i pojutrze też będzie jutro, i nigdy nie zaczniesz, bo zawsze będzie jakieś jutro.
A dzisiaj jest dziś i już…

Jeśli nie zacznę działać dzisiaj, tylko odłożę początek na jutro, to każdego następnego dnia mam co raz mniejszą motywację, żeby zacząć. Najpierw odkładam rozpoczęcie działania na jutro i robię to oczywiście z bólem serca. Po kilku dniach ból jest mniejszy, a atak serca już mi nie grozi. Przez następne kilka dni sprawa z automatu odkłada się sama. A potem już nawet nie pamiętam, co chciałem zacząć.

„Dzisiaj” – największy dobroczyńca

Wystarczy powiedzieć „zrobię to dzisiaj” i zrobić.
Wystarczy powiedzieć „dam radę zacząć dzisiaj” i zacząć.
Wystarczy powiedzieć „chce mi się dzisiaj” i już.

Wydawałoby się proste. Kłopot jest jednak w tym, że nikt nie jest w stanie zrobić wszystkiego – nawet JA. Dobre co? To zdanie mi się udało, zapiszę je sobie w moim Nozbe w projekcie „Złote myśli”. Taaaak, to na prawdę poważne zdanie.

Jakie są zadania, pragnienia, czynności, projekty, które chcielibyśmy zrealizować:
1/ Stracę na wadze – znaczy się schudnąć, przejść na dietę.
2/ Nauczę się angielskiego.
3/ Jak już nauczę się angielskiego, to nauczę się jeszcze jednego języka, hiszpańskiego, a może francuskiego – w sumie o tym jakiego, mogę zdecydować jutro…
4/ Rzucę palenie – jupi, tutaj mi się udało – nie palę! Hmm, przecież nie paliłem, ale są tacy, co palą.
5/ Będę uprawiał sport.
6/ Zmienię pracę na lepszą.
7/ Awansuję w pracy, dostanę podwyżkę.
8/ Przeczytam przynajmniej jedną książkę miesięcznie.
9/ Będę oszczędzał.
10/ Będę mniej pracował, więcej czasu poświęcę sobie i rodzinie.

Czy coś Wam ta lista przypomina? Mnie przypomina listę postanowień noworocznych.

Na mojej liście postanowień noworocznych z 1 stycznia 2016 pojawiło się wiele zadań, a między nimi: Założyć i zacząć pisać bloga.

Przez pół roku, to nieszczęsne „JUTRO” nie pozwalało mi założyć bloga. Oprócz słowa „jutro” pojawiły się także takie stwierdzenia jak „nie wiem gdzie”, „nie wiem jak”. W końcu zaczął się miesiąc czerwiec i pomyślałem sobie, jeśli nie zacznę przed wakacjami, to będzie klapa (w sumie klapa niczego, bo niby czego?). W czerwcu mój blog ujrzał światło dzienne. Przynajmniej tak mi się wydawało, bo blog był pusty, a po co pokazywać komuś NIC.

Musiało minąć kolejne sześć miesięcy, aby na blogu pojawił się pierwszy post. Nadszedł grudzień, zbliżały się Święta, a moje noworoczne postanowienie nadal było tylko postanowieniem. Dlatego w końcu w dniu 22 grudnia 2016 wziąłem się w garść i na przekór wszystkim przeciwnościom, obawom i strachom powiedziałem, to jedno, magiczne słowo – DZISIAJ.

Dzisiaj

Dzisiaj – magiczne słowo, które sprawiło, że powstał pierwszy wpis.

Udało się zacząć, pierwsze koty za płoty. Ale kwestia jest taka, że postanowienia noworoczne ma większość z nas. Jedne można w prosty sposób zacząć, na inne trzeba aż prawie całego roku.

Okazuje się jednak, że początek to nie tylko wielki sukces, ale to przede wszystkim sam czubek góry lodowej. Bo to, że zaczęliśmy, to się chwali. Tylko jak wytrwać w tym postanowieniu? Oooo, to jest jeszcze trudniejsze niż początek, ale spokojnie, jest na to jeden bardzo prosty sposób: jaki?

Krótko mówiąc, do zobaczenia za tydzień 🙂

Tymczasem, miłego dnia i do usłyszenia.
Krzysztof

Reklamy

One thought on “„Jutro” – największy zabójca

  1. Pingback: 60 sekund |

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s